Wspomnienie o Andrzeju Harskim

To wspomnienie jesteśmy Wam winni od dawna, gdzieś tak od 1go koncertu na PW...Wtedy to dostaliśmy tekst od Eli Osuchowskiej-Skiby i obiecaliśmy, że zamieścimy niezwłocznie. A zatem...

Student wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej – barwna, nietuzinkowa postać przez swą posturę, żywy umysł, ostry język i tzw charyzmę. Mimo, ze był naszym rówieśnikiem wydawał się być starszym i dojrzalszym – przylgnęło do Niego przezwisko „Dziadek”.

Był Prezesem Koła PTTK nr 1 w latach 1959 – 1960, Wiceprezesem Oddziału Międzyuczelnianego PTTK w latach 1961 – 1962, organizatorem złazów wiosennych, spływów kajakowych, rejsów statkiem po Wiśle, zlotów Autostopu. Centralny Kurs Przewodnicki kończył w Wiśle w 1961 r.

W maju 1962 r. był organizatorem II Krajowej Narady Aktywu Młodzieżowego PTTK w Płocku. Po tej naradzie, gdzie nic nie uradziliśmy, ale za to świetnie się bawiliśmy, Andrzej podsumował: „mniej gadać, więcej robić, mieć zawsze swój pogląd, nie podszywać się pod cudze”. To było jego życiowe credo!

Latem 1961 r. byłam praktykantka na jego turnusie wędrownym w Bieszczadach. Szło się wtedy z całym prowiantem na plecach, z garami, w których warzyło się strawę wieczorną (makaron z konserwą)na ognisku. Spało pod namiotami robionymi z wojskowych pałatek:, za maszt służył kij z lasu, podłogą były gałązki, a przykrywało się kocem.

Andrzej jako szef – przewodnik był wzorem harcerskich cnót: nie palił, nie pił, potrafił świetnie opanować grupę, miał doskonała orientację w terenie (często bardzo trudnym). Opiekuńczy dla słabych, silnych nie oszczędzał. Czasami bywał brutalnym i bezwzględnym, ale łatwo mu się wybaczało.

Jego maksymą było: „ nie ma nie da się, wszystko się da zrobić, tylko najpierw trzeba pomyśleć jak?”.

Jesienią 1961 r. byłam kierownikiem II Złazu Kampinoskiego – zakończenia odbywały się wówczas w dworze – stacji PTTK w Kampinosie. Złazy były liczne, huczne, przyjeżdżały zgrane drużyny z Lublina, Łodzi, Poznania… Andrzej był moją prawa ręką i duszą organizacyjną tego złazu – takim Go zapamiętałam.

Mieszkał w Radości, w przedwojennej drewnianej willi z matką i siostrą. Ojciec nie żył. Andrzej był głową domu, który nas gościł niezmiernie przyjaźnie. Od 1 lipca 1963 roku objął funkcje kierownika Agencji BWiT-ZSP.

Zginął 5 lipca na motorze, potrącony przez przyczepę ciężarówki na Pl. Zawiszy – pochowany na cmentarzu w Radości – miał 25 lat.

Czwarty złaz Kampinoski w 1963 roku został nazwany Jego imieniem i tak już pozostało do dzisiaj – czyli przez 36 lat.

Cześć Jego pamięci !!!!!!
Kampinos, 07 listopada 1999
Elżbieta Skiba Osuchowska